Misja nr 7: Komora medytacyjna

tankIsolation tank, komora medytacyjna, floating, terapia unoszenia się na wodzie lub mówiąc inaczej komora deprywacji sensorycznej, to rodzaj zbiornika kryjącego w sobie około pięciuset litrów ciepłej i niezwykle słonej wody, której wyporność jest tak duża, że ciało człowieka unosi się na powierzchni lekko i bez wysiłku. Podczas seansu floatingu (co w języku angielskim oznacza „dryfowanie”, „bycie zawieszonym”), wszystkie bodźce zewnętrzne zostają odłączone, dzięki czemu znacznie szybciej można osiągnąć stan głębokiej relaksacji. Floating to stan podobny do nieważkości, dzięki czemu osoba przebywająca w zbiorniku izolacyjnym ma niezwykłe wrażenie unoszenia się w powietrzu. Ma wyłączony zmysł wzroku, słuchu, dotyku, smaku i zapachu. Każda cząsteczka ciała się rozluźnia, a umysł – na co dzień bombardowany milionami bodźców – wreszcie może odetchnąć z ulgą i udać się na zasłużony odpoczynek.

W odcinku „Isolation tank” pierwszej serii „Ab Fab” Edina relaksowała się w komorze deprywacji sensorycznej, którą sprowadziła aż z Nowego Jorku. Jak tylko dowiedziała się, że Fergie też taką posiada, natychmiast kazała odesłać urządzenie. Stwierdziła, że to jednak nie dla niej. Dla kogo zatem? Jak to ujęła Patsy, z całą pewnością dla tych, którzy lubią się taplać w ciepłej sadzawce.

images

Chcąc sprawdzić działanie kapsuły odpływowej, wybrałam się do Ośrodka Odnowy Biologicznej „Ocean Spokojny – Centrum Głębokiego Relaksu”. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tego rodzaju formy relaksacyjnej. W końcu przecież przez 45 minut miałam być zamknięta w ciasnym pomieszczeniu bez światła i przestrzeni. Nie wiedziałam na co się szykuję, do póki nie zobaczyłam jak naprawdę wygląda komora deprywacji sensorycznej. Była to niewielka kapsuła przypominająca jacuzzi, tyle że posiadająca pokrywę jak w solarium i wypełniona wodą. Za sprawą czerwonego oświetlenia, znajdująca się wewnątrz woda skojarzyła mi się z Szatt al-Dżarid, słonym jeziorem położonym na obszarze Sahary, które miałam okazję zobaczyć siedem lat temu w trakcie wyprawy do Tunezji.

Mężczyzna, który pracował w ośrodku odnowy biologicznej poinstruował mnie, abym przed zabiegiem dokładnie zmyła makijaż i skorzystała z prysznica, tak jak robi się to przed wejściem na basen. Gdy weszłam do kapsuły i zanurzyłam ciało w wodzie zbliżonej do temperatury ciała, dzięki czemu szybciej mogłam przystosować się do panujących wewnątrz warunków, uznałam że czas na relaks. Początkowo czułam się dziwnie i bałam się zamknąć pokrywę. Ponieważ jednak zostałam poinstruowana co do samodzielnej obsługi urządzenia, wiedziałam że po lewej stronie znajdują się dwa przyciski (jeden służący do otwarcia kapsuły, a drugi do zapalenia światła), zaś po prawej stronie jest przycisk „panika” (na wypadek klaustrofobii lub gdyby klient poczuł, że musi natychmiast opuścić komorę medytacyjną). Zamknęłam pokrywę i po minucie wyłączyłam oświetlenie. Ogarnęła mnie całkowita ciemność i kiedy poczułam, że zaczyna mi brakować tlenu, z całych sił przekierowałam uwagę na dobiegające z podwodnych głośników, hipnotyczne dźwięki szumu oceanu.

Pobyt w komorze deprywacji sensorycznej ma wiele wspólnego z medytowaniem. Kapsuła stanowi narzędzie umożliwiające koncentrację, a przebywając w niej można oddać się kontemplacji różne sposoby. Można wsłuchiwać się w dźwięk szumiącej wody, odgłosy delfinów lub swój własny oddech. Mając przed oczyma wyłącznie ciemność i unosząc się na powierzchni wody, można wyobrazić sobie, że jest się rozbitkiem dryfującym po bezkresnym oceanie, astronautą przebywającym w przestrzeni kosmicznej lub po prostu „bytem” (energią) pozbawionym powłoki cielesnej, dla którego nie istnieje przestrzeń ani czas. Przez pierwsze kilka minut moje myśli krążyły wokół spraw dnia codziennego, lecz w wraz z kolejnymi minutami upływającymi w zamknięciu, starałam się skoncentrować na chwili obecnej. Nie ma przeszłości ani przyszłości, jest tylko teraźniejszość. W pewnym momencie postanowiłam zmienić nieco pozycję i ugięłam nogi w kolanach, przekręcając się lekko na bok. Wtedy dotarło do mnie, że instynktownie przybrałam pozycję płodową i napłynęły do mnie wspomnienia z czasów, gdy przebywałam jeszcze w łonie matki. Było to niezwykłe, transcendentalne doświadczenie, które dało możliwość poznania za pomocą zmysłów tego, o czym zapominamy w chwili narodzin, przy jednoczesnym zachowaniu jasności umysłu i świadomości.

Po około dwudziestu minutach szum wody został wyłączony, dzięki czemu wiedziałam że przede mną jeszcze ponad połowa seansu. Starałam się maksymalnie wykorzystać ten czas na relaks i odciąć napływające myśli. Gdy mój pobyt w komorze medytacyjnej dobiegł końca, otworzyłam pokrywę i powoli wynurzyłam się z wody. Byłam cała w soli i nawet prysznic, który wzięłam ponownie po zabiegu, nie był w stanie jej zmyć. Pomogło dopiero umycie włosów i peeling wykonany w domowej łazience. W każdym razie, wrażenia po seansie w komorze medytacyjnej pozostaną ze mną na długo. Maksymalnie głęboki relaks, w który wchodzi się podczas floatingu stabilizuje balans hormonalny i metaboliczny organizmu, redukuje stresy, napięcia, przemęczenie i uodparnia na ich skutki. Obecnie, kiedy wszyscy jesteśmy narażeni na stres oraz choroby cywilizacyjne, warto od czasu do czasu zadbać o siebie i sprawić sobie taką właśnie formę relaksu, zupełnie inną od tych, które znamy na co dzień. 

2 komentarzy

    1. AbFab

      100 zł za 45 minut lub 120 zł za 60 minut. Naprawdę warto sobie zafundować :)

      Odpowiedz

Odpowiedz na „AbFabAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>